W ostatnich tygodniach kilka dużych firm ogłosiło w Polsce restrukturyzacje, w których część obowiązków przejmują zespoły w Indiach. Na liście są HSBC, Electrolux, GSK, Mars i Heineken, a skala pojedynczych decyzji sięga od kilkudziesięciu do kilkuset stanowisk. Dla rynku biurowego to sygnał, który łatwo odczytać jako zapowiedź kurczenia się największej grupy najemców w kraju.
Fakty
- Restrukturyzacje z przeniesieniem części zadań: HSBC, Electrolux, GSK, Mars, Heineken
- Skala pojedynczych decyzji: od kilkudziesięciu do kilkuset stanowisk
- Zatrudnienie w sektorze usług biznesowych w Polsce: 500,5 tys. osób na koniec I kwartału 2026 wobec 488,7 tys. rok wcześniej (dane ABSL)
- Prawie 70 procent nowych projektów dotyczy zaawansowanych usług IT oraz badań i rozwoju
- Nowy standard wielkości centrum: 100–300 osób zamiast struktur liczonych w tysiącach
- Wartość eksportu usług biznesowych na jednego pracownika wzrosła w dekadę o ponad 50 procent
Dane mówią jednak coś innego. Według ABSL na koniec I kwartału 2026 roku sektor usług biznesowych zatrudniał w Polsce 500,5 tys. osób wobec 488,7 tys. rok wcześniej. Sektor urósł w czasie, w którym pojawiały się nagłówki o przenoszeniu pracy.
Obie te rzeczy są prawdziwe naraz, bo zmienia się nie skala, tylko zawartość. Prawie 70 procent nowych projektów dotyczy zaawansowanych usług informatycznych oraz badań i rozwoju. Rośnie udział procesów opartych na wiedzy, analityce i cyberbezpieczeństwie, a tracą na znaczeniu proste zadania administracyjne — i to właśnie one przenoszą się dalej na wschód.
Widać to w wartości, a nie w liczbie etatów. W ciągu ostatniej dekady wartość eksportu usług biznesowych przypadająca na jednego pracownika wzrosła o ponad połowę. To znaczy, że ta sama osoba w polskim centrum obsługuje dziś proces o wyższej wartości niż dziesięć lat temu — a stanowiska, które dawały się opisać prostą instrukcją, przestały być w Polsce konkurencyjne kosztowo.
Z perspektywy najmu najważniejsza jest inna zmiana: inna stała się typowa wielkość centrum. Zamiast rozbudowanych struktur liczących kilka tysięcy pracowników firmy coraz częściej tworzą zespoły na 100–300 osób. Przy standardzie od siedmiu do dziesięciu metrów na stanowisko oznacza to zapotrzebowanie rzędu tysiąca do trzech tysięcy metrów zamiast kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy.
Ta zmiana uderza nierówno. Budynki, które powstawały z myślą o jednym wielkim najemcy — duże, powtarzalne piętra w kampusach na obrzeżach — konkurują dziś o kogoś, kto takiej powierzchni już nie potrzebuje. Wygrywają obiekty, które da się podzielić na moduły w okolicach tysiąca metrów, z sensownym dojazdem i gotową infrastrukturą. To zresztą ten sam mechanizm, który opisywaliśmy przy katowickich umowach na 200 i 500 m².
Dla miast regionalnych wniosek jest dwuznaczny. Mniejsze centra łatwiej przyciągnąć, bo decyzja o stu etatach zapada szybciej niż o tysiącu. Ale też łatwiej je stracić, bo przeniesienie zespołu o takiej wielkości jest dla korporacji operacją o innym ciężarze niż likwidacja dużego hubu. Rynek najmu zyskuje na elastyczności i traci na przewidywalności.
Najemcy planującemu dziś umowę na dziesięć lat zostaje konkretne pytanie: ile metrów podpisać, skoro rośnie wartość procesu, a nie liczba stanowisk. Odpowiedź rzadko leży w samym metrażu — częściej w konstrukcji umowy, która dopuszcza zmianę skali w obie strony.
Kontekst rynkowy
Sektor usług biznesowych jest największą grupą najemców biur w polskich miastach regionalnych. Jego struktura zatrudnienia przekłada się bezpośrednio na strukturę popytu na powierzchnię.
Wskaźnik pustostanów w Krakowie sięga 17,4 procent, a w Katowicach przekraczał w ostatnich kwartałach 20 procent. Starszy zasób konkuruje tam o najemcę, który potrzebuje dziś mniejszej powierzchni niż dekadę temu.
Przy centrach na 100–300 osób nie ma sensu podpisywać umowy, która zakłada, że za pięć lat zespół będzie tej samej wielkości. Warto zamiast tego wynegocjować prawo do powiększenia powierzchni na piętrze, opcję na sąsiedni moduł albo prawo wcześniejszego wyjścia z części metrażu za zdefiniowaną opłatą. Właściciele są na to dziś znacznie bardziej otwarci niż w czasach, gdy jeden najemca brał całe piętro na dziesięć lat. — Walter Herz
Co dalej?
Kolejne dane ABSL pokażą, czy wzrost zatrudnienia utrzymuje się mimo restrukturyzacji. Po stronie rynku najmu sprawdzianem będzie struktura umów w miastach regionalnych w kolejnych kwartałach.








